Błękitne wspomnienia

Gałczyński miał jednak rację, że z czasem wspomnienia bardzo błękitnieją. Jeżeli przypominamy sobie naszą edukację, nie pamiętamy już otrzymanych goli, niesprawiedliwych decyzji nauczycieli itp. Pamiętamy za to wszelkie psikusy, nie groźne bójki, wielkie szafy szkolne, który przychodziło nam sprzątać na zakończenie roku szkolnego. To był taki nie pisany uczniowski obowiązek. Wiadomo, po radzie pedagogicznej, gdy oceny były już wystawione, nie bardzo chciało się przyswajać wiedzy. Myślało się raczej o czekających na nas wakacyjnych przygodach, a każda minuta spędzona w szkole wlokła się nie miłosiernie. Jedyny, co nas wówczas pocieszało, to świadomość , że nauczycielom nudzi się tak samo jak mam. Dla rozrywki więc proponowało się nauczycielowi, że zrobi mu się porządek w szafach. Oczywiście szafy szkolne były przepastne i czynności należało wykonywać odpowiednio długo i naturalnie skrupulatnie. Z jednej strony dlatego, że należało spędzić przy tym pasjonującym zajęciu maksymalnie dużo czasu. Z drugiej zaś wiedzieliśmy, że szafy szkolne pełne są bezcennych informacji w postaci patentów na przyszło roczne klasówki i sprawdziany. Jeżeli udało się nam je znaleźć, wówczas dziwnym trafem w następnym roku nagle robiliśmy się orłami np. w matematyce, której dotąd nie cierpieliśmy.